W pewne sobotnie, lipcowe popołudnie…
W pewne lipcowe, sobotnie popołudnie siedziałam u serdecznego kolegi Dominika, na jego działce rekreacyjnej nad Jeziorem Głuszyńskim. Czas płynął leniwie, rozmowy toczyły się bez pośpiechu, a ja – zupełnie mimochodem – sięgnęłam po telefon i otworzyłam stronę Allegro.
Pierwsza nieruchomość, która pojawiła się na ekranie, była… w Pyszkowie. Niewielka, zaniedbana, przez innych pewnie określona jednym słowem: „ruderka”. Dla mnie jednak od pierwszej chwili miała w sobie coś więcej.
Nie zastanawiając się długo – choć była już dość późna pora w sobotni wieczór – zadzwoniłam pod numer widniejący w ogłoszeniu. Ten telefon uruchomił ciąg zdarzeń, którego wtedy zupełnie się nie spodziewałam.
W niespełna miesiąc później podpisywałam akt notarialny.
Czy to był koniec tej historii?
Nie. To był dopiero jej początek.


Dodaj komentarz